W Grodzie Kopernika #1: Oj, my “Polaczki”….

(fot. KL/tjt)

Fajnie było jak Stoch zdobył złoty medal w Soczi? Albo Justyna Kowalczyk? Fajnie było jak wygrywaliśmy z Niemcami na Stadionie Narodowym? Jak Legia remisowała z wielkim Realem Madryt? Jak Elana wygrywa, też jest spoko? Jak Twarde Pierniki gromią przeciwników, to jesteśmy wielkimi fanami. W takich momentach ilość kibiców rośnie kilkukrotnie. Tylko co się dzieje, moi drodzy, gdy te sukcesy się kończą? Gdzie są Ci wszyscy wierni kibice? Znikają? Chowają się pod ziemię? Zmieniają swoich idoli?

Uwielbiam sobie czasami poczytać różne grupy na Facebooku po meczach reprezentacji Polski. Najciekawiej jest po porażce. Piękne “wiersze” i rymowanki na temat zawodników na czele z kozłem ofiarnym, Robertem Lewandowskim oraz niezawodni fani, którzy co dwa tygodnie chcieliby nowego selekcjonera poruszają mnie do zadawania sobie pytania: co Ci ludzie mówili, pisali, gdy było EURO 2016 pełne sukcesów naszej reprezentacji? Zaskoczę teraz państwa ciekawostką, bo pewnie mało kto w ogóle o tym wie. Kilka lat temu, pewna pani została sportowcem roku aż pięć razy z rzędu. Ok, zgadzam. Większość pewnie wie o kogo chodzi. Wtedy Justyna Kowalczyk była na ustach wszystkich. Ale kto wiedział, że 23 marca 2018 poinformowała kibiców o tym, że nie wystartuje więcej w Pucharze Świata? Tylu było fanów, tyle osób w soboty oglądało każdy jej bieg, wiedziało jak się nazywa miejscowość, z której pochodzi i z każdymi zawodami coraz bardziej nienawidziło Norwegów. Jednak w pewnym momencie skończyły się wyniki, brakowało medali i nawet TVP przestała transmitować rywalizację biegaczek z powodu braku zainteresowania widzów.

Pomysł na temat tego tekstu przyszedł mi w momencie, kiedy sam złapałem się na takim zachowaniu. Kończy się sezon skoków narciarskich. Polacy przyzwyczaili nas do dobrych wyników. Tydzień w tydzień były dobre pozycje i wiele miejsc na podium. Ostatnio jednak forma spadła i brakowało sukcesów. Pijąc kawę, podczas sobotniego konkursu, gdzie po ostatnim, słabym skoku Stocha, straciliśmy szansę na podium, rzuciłem w eter: co za cieniasy! Wstyd! Nie do skoków, tylko do tarcia chrzanu się nadajecie! Siedzący obok brat popatrzył na mnie i mówi: “Ale z Ciebie Janusz!”

Od razu chce się wytłumaczyć! Ani ja, ani brat nie mamy nic do panów o imieniu Janusz. Dla nieświadomych: od jakiegoś czasu, wśród młodzieży, bardzo modne stało się stwierdzenie, że ktoś jest “Januszem”. Słownik języka polskiego podaje definicję tego stwierdzenia jako: “sformułowanie określające prymitywne zachowanie”. Niestety jak ulał pasuje to do naszego społeczeństwa.

Jak coś działa i się sprawdza, to jesteśmy w tym zakochani. Jak przestaje być takie fajne wtedy stajemy się większymi agresorami. Najlepszym przykładem jest sport. Przykładów można wymieniać w nieskończoność. Krzysztof Piątek nie strzelił w dwóch meczach? Eee, kończy się! Kubica zajmuje siedemnaste miejsce w Grand Prix Australii, wracając po kilku latach po ciężkiej kontuzji? Na co mu to! Niech w domu siedzi, bo wstyd. Elana bez zwycięstwa na wiosnę? Po co oni w ogóle grają w tej drugiej lidze? Tacy jesteśmy, ciężko to zmienić, ale warto czasami sobie przypomnieć ile zawdzięczamy pozytywnych emocji tym, których wyzywamy, obrażamy i wyśmiewamy…

Jeden komentarz

Dodawanie komentarza

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *