„Welconomy jest od ludzi dla ludzi” – wywiad z Jackiem Janiszewskim

(fot. Krystian Lachor/tojesttorun.pl)

W tym roku przypada XXVI edycja Welconomy Forum in Toruń. Z tej okazji udało nam się porozmawiać z Jackiem Janiszewskim, który organizacją Forum zajmuje się od początku. Co jest wartościowego w forum? Dlaczego niektórzy politycy nie mają odwagi, by na nie przyjechać? Czego można spodziewać się po tegorocznej edycji? Tego wszystkiego dowiecie się z poniższego wywiadu.

Jakub Strzelka: Cofnijmy się w czasie. Mamy rok 1994. 34-letni Jacek Janiszewski jest w rządzie Hanny Suchockiej i nagle przychodzi mu do głowy pomysł, by zorganizować forum ekonomiczne. Co wpłynęło na decyzję, by wcielić plan w życie i jakie były początki tego, co dziś nazywamy Welconomy?

Jacek Janiszewski: Początki były takie, że wszedłem do sejmu, zresztą po raz pierwszy w życiu. Byłem ministrem rolnictwa w rządzie Hanny Suchockiej. Doskonale pamiętam ten dzień – sejm był wtedy pusty. Zauważyłem, że jeżeli politycy, którzy są w różnych opcjach i mają rożne patrzenie na świat, nie znajdą miejsca, w którym będą mogli dyskutować ze sobą, to wówczas lewica wejdzie z lewej strony, prawica wejdzie z prawej strony i będą na siebie krzyczeć z mównicy sejmowej i nic z tego nie wyniknie. Pomyślałem, że jest w Polsce potrzebne takie miejsce, w którym przedstawiciele różnych opcji się ze sobą spotkają, najzwyczajniej w świecie się poznają, zauważą, że są normalnymi ludźmi i, mimo że jest między nimi różnica w uprawianiu polityki lub dochodzeniu do wspólnego celu, to jednak nabiorą do siebie szacunku. To był początek – nauka od podstaw o tym, jak będąc ludźmi zwaśnionymi politycznie, można się szanować. Druga kwestia – już wtedy bardzo głęboko wierzyłem, że wejdziemy kiedyś do Unii Europejskiej. Pomyślałem, że trzeba różne sektory życia państwa przygotowywać do tego stanu. Przypomnę, że to był rok 1994. Większość ludzi się wtedy ze mnie śmiała. Mówili, że do Unii Europejskiej nie wejdziemy, a jeśli już, to nie za naszego życia. Dzisiejsze Welconomy wówczas nazywało się „Forum Polska-Zachód: Integracja Polski z Unią Europejską w aspekcie…”. Każdego roku omawialiśmy inny aspekt. Tak było przez siedem lat w Międzyzdrojach.

Jakie znaczenie ma dzisiaj Welconomy dla polskiej gospodarki?

Myślę, że się nic nie zmieniło. W obliczu śmierci mojego bliskiego kolegi Pawła Adamowicza mogę powiedzieć, że nasza misja jest misją nieskończoną. To znaczy: tolerancja do inności z punktu widzenia uprawiania polityki. Nie wierzę, że politycy, nawet nienawidzący się, nie chcą dobra Polski – zakładam, że wszyscy chcą, tylko droga dochodzenia jest inna. To ona nas różni – liberałów od konserwatystów, ludowców od liberałów, itd. Uważam, że nic wielkiego się nie zmieniło i tym bardziej trzeba przedsięwzięcia takie jak Welconomy w Polsce organizować.

W jakiej kondycji jest polska gospodarka? Zewsząd słyszymy, że jest dobrze, jest doskonale, przekonują nas o tym rządzący, a Pan jednak nadal ciągnie temat.

Z punktu widzenia etycznego i okraszonego moralnością uprawiania polityki, to powiedziałem, że jest to temat nieskończony, czego dowodem była zupełnie niepotrzebna śmierć Pawła Adamowicza. Z punktu widzenia gospodarczego, to jestem już na tyle dojrzały w sprawach ekonomii, bankowości i zarządzania państwem, że mogę powiedzieć śmiało: to oczywiste, że w niedługim czasie będziemy mieli kryzys. Tak jak są kryzysy świńskie, sprzedawanie lepszych lub gorszych butów, moda na samochody, tak samo są też rozbujałe koszty, przy których trzeba hamować gospodarkę w sposób sztuczny lub ona sama się hamuje w sposób naturalny. W związku z tym, jeśli mamy czwarty rok bardzo wysokiego rozwoju gospodarczego w Polsce i w Europie, to zahamowanie musi przyjść. Kwestia jest tylko, na ile ono będzie głębokie z punktu widzenia gospodarki i na ile jesteśmy do tego przygotowani – czy wydajemy pieniądze, które w rzeczywistości mamy, czy też wydajemy pieniądze, których nie mamy, a spodziewamy się, że będziemy je mieli. Jeżeli ta druga opcja przeważa, to rzeczywiście można się trochę obawiać.

Tłumacząc na język polski, w polskiej gospodarce może być lepiej.

Nie. Tłumacząc na język polski – będzie gorzej. I to będzie zupełnie naturalna rzecz. Jeżeli wydajemy pieniądze pochodzące z nadwyżki, to mamy dwie opcje: odkładamy na czasy gorsze, lub wydajemy spodziewając się, że następne pieniądze szybko przyjdą. Ja jestem raczej optymistyczny z punktu widzenia rozwoju gospodarczego Polski. Widać, że to nie jest ten sam kraj, co w latach dziewięćdziesiątych. Obawiam się jednak, że rozkręcamy spiralę wydawania socjalnych pieniędzy, które jednak rozwoju gospodarczego bezpośrednio nie napędzają.

(fot. Krystian Lachor/tojesttorun.pl)

Skoro w polskiej gospodarce może być gorzej, to proszę powiedzieć, czego można spodziewać się po tegorocznej edycji Welconomy, które szuka dla niej rozwiązań?

Welconomy chce się skoncentrować na zdobywaniu rynków zagranicznych, np. krajów bardzo oddalonych od Polski i Europy. Będzie możliwość podsumowania współpracy z takimi krajami jak: Brazylia, Kazachstan, Indie, Białoruś i Ukraina. Dodatkowo zostaną pokazane możliwości współpracy z takimi krajami jak: Brazylia, Indonezja, Angola, Nigeria i Irak. Zamierzamy – przede wszystkim dla przedsiębiorstw regionu kujawsko-pomorskiego i w drugiej kolejności wszystkich tych, którzy na Welconomy byli – zorganizować misje gospodarcze do tych krajów. Jeśli ktoś w Toruniu stwierdzi, że go to interesuje, to właśnie dla niego z polskimi ambasadorami zorganizujemy w tamtych krajach spotkanie misji gospodarczych i sądzę, że nawet, jeśli w Europie coś tąpnie, to właśnie nasze firmy nadrobią te zaległości, będąc pierwszymi współpracującymi z ww. krajami. Jest wspólny mianownik między tymi państwami: wieloletnie wojny, co oznacza, że przez 30 lat nikt tam do szkoły nie chodził. Jest zatem głębokie tąpnięcie z punktu widzenia kadry technicznej, inżynieryjnej. Ręce do pracy może są, ale trudno tu mówić o wysokim poziomie. Druga rzecz – te wszystkie kraje miały przez wiele lat kryzys. Łączy je jeszcze jeden mianownik – rządy mają pieniądze z ropy, diamentów itd. Zatem środki są, ale nie ma kadry i możliwości prorozwojowych. Dlatego oni czekają na nas. Ja chcę poprzez Welconomy doprowadzić do sytuacji, w której Polacy będą tam pierwsi, drudzy albo trzeci, ale na pewno nie ostatni.

Jakie są perspektywy, żeby to się udało?

Wykonaliśmy ogromną pracę. Samo to, że te kraje pokazywane są w Toruniu jest sukcesem. Można przyjechać, nawet nie wykupując pobytu, przyjść na te panele i po prostu słuchać. Być może ktoś dowie się, że dla jego firmy jest potencjalny partner, z którym można handlować i się dogadywać. Moje marzenie jest takie, by młodzi ludzie nie widzieli w ogóle żadnej przepaści między wybitnymi politykami a sobą, bo wszyscy są tacy sami. Jest różnica wykształcenia i doświadczenia, ale jeśli ktoś ma pokorę, to ani tego doświadczenia za wiele, ani wykształcenia za wiele.

Wspomniał Pan, że na Welconomy może przyjść każdy…

Tak, musi być tylko zgłoszony i ładnie ubrany (śmiech).

Zatem, może przyjść każdy, nawet – kolokwialnie mówiąc – przeciętny Kowalski. Czy rozwiązania, o których będzie mowa na Welconomy, są wypracowywane dla tego Kowalskiego, czy razem z nim?

Raczej razem z nim. Misja Welconomy polega na tym, że nawet wybitni goście są dostępni dla wszystkich. U nas nikt nie zauważy, że ktoś wejdzie lub wyjdzie tylnymi drzwiami. Oni są po prostu traktowani, jak inni, co jest ogromną szansą także dla nich. Uważam, że jak ktoś wybitny potrafi słuchać, to może usłyszeć jedno dobre zdanie od młodego człowieka, który nie ma doświadczenia i nagle zauważyć, że tego całe życie poszukiwał. Z drugiej strony młody człowiek może usłyszeć jedno zdanie od bardzo doświadczonego kolegi i znaleźć nagle rozwiązanie, którego z kolei on mógłby przez lata poszukiwać. To jest zderzenie dwóch światów, na którym nam bardzo zależało.

Wobec tego, czy zauważa Pan skutki rozwiązań wypracowanych na Welconomy przed laty, mających dziś swoje odzwierciedlenie w polskiej gospodarce?

Tak, można chociażby popatrzeć na Toruń. Kilkanaście lat temu, gdy zaczynaliśmy Welconomy w Toruniu, to był jeden przyzwoity hotel, do którego mogliśmy zaprosić naszych gości. To był hotel Filmar. Dzisiaj jest ich kilkanaście. Nie chcemy mówić, że to nasza zasługa, ale rokrocznie przyjeżdża do nas koło dwóch tysięcy osób, które dostrzegają potencjał inwestycyjny w regionie. Nie tylko w Toruniu. Te osoby potem wracają i tutaj inwestują. To nas cieszy. Bydgoszcz jest świetnym miejscem, do którego jak na weekend pojedziesz, to niekoniecznie musisz znaleźć miejsce w restauracji, co oznacza, że do naszych miast przyjeżdżają ludzie i to na więcej niż kilka godzin.

Zostawmy na razie wymiar lokalny i porozmawiajmy, jak skutki Welconomy są postrzegane w wymiarze międzynarodowym. Czy w ogóle można mówić o nich w tym wymiarze?

Oczywiście! Myślę, że w przeciągu dziesięciu lat będziemy naprawdę mocną reprezentacją, jeśli chodzi o kontakty międzynarodowe. To duża szansa, by Toruń stał się taką stolica blockchainu dla Europy Środkowej. W tym roku to zaczynamy. W zasadzie twórca blockachainu w Stanach Zjednoczonych przyjeżdża do nas. Mam nadzieję, że będzie mu się podobało, bo to jest taki Bill Gates w innej dziedzinie. Jeśli będzie zadowolony, to sądzę, że będziemy współpracę rozwijać. Świetnie ma się nasz projekt związany z samorządowcami na bazie współpracy z konwentem wójtów województwa kujawsko-pomorskiego, który mam nadzieję, że w przeciągu kilku lat stanie się konwentem burmistrzów i prezydentów Pomorza Polskiego. Nasz region ma prawo próbować być liderem na terenie Pomorza. Mam na myśli bardzo mi bliskie tereny, na których mieszkałem piętnaście lat, czyli zachodnio-pomorskie, warmińsko-mazurskie, kujawsko-pomorskie i myślę, ze z czasem także Wielkopolska i Mazowsze, bo nas wszystkich łączy m.in. strumień połączeń wodnych.

(fot. Krystian Lachor/tojesttorun.pl)

Myślę, że zarówno czytelnicy jak i ja, chcielibyśmy zrozumieć, czym jest blockchain.

To zupełnie nowy świat, w którym poprzez rozwiązania najnowocześniejszej elektroniki na świecie będziemy mieli sytuację, w której różnego rodzaju nasze dokumenty, których nie będziemy mieli w swoim ręku, będą bezpieczniejsze w milionach różnych szaf. Odnalezienie jednego dokumentu w konkretnej szafie nie będzie już tak proste, jak wejście do Ciebie do domu. To nowy świat, który będzie eliminował różnego rodzaju zawody. Na przykład może być to uderzenie w notariuszy i prawników. W tym świecie jedno państwo nie będzie mogło niczego zmienić. Jeżeli w istocie blockchain tak się rozwinie, to tylko pod warunkiem większościowego dogadania się, będą możliwe zmiany. To coś w rodzaju nowego świata, którym była kiedyś likwidująca granice Unia Europejska. By to rozumieć i realizować, trzeba mieć wyjątkowo wielką wyobraźnię, ale nastał właśnie taki czas. XXI wiek tego wymaga. 200 lat temu nikomu nie przyszło do głowy, że może być pieniądz papierowy. Potem nikt nie pomyślał, że może być pieniądz papierowy nieporęczony odpowiednią ilością złota w banku. Następnie wymyślono zwykły banknot, potem pieniądz wirtualny. Dziś to wszystko się toczy dalej. Tego nikt nie zatrzyma. Dlatego jestem taki dumny, że ten problem będzie mocno omawiany w długim bloku tematycznym na tegorocznym Welconomy. Blockchain, a zatem jestem bardziej dostępny dla wszystkich, ale zarazem moje tajemnice są bezpieczniejsze.

Ten świat – także i nowy – z pewnością nieraz nas jeszcze zaskoczy. Wróćmy jednak do Welconomy. W ciągu pół wieku to wydarzenie zyskało znaczenie i uznanie. Jaką rangę ma to wydarzenie w gospodarce ogólnopolskiej, europejskiej lub nawet światowej?

Nie chciałbym się porównywać ze światem, bo w zasadzie nieco podobny charakter do nas ma konferencja w Davos. Kiedyś ktoś świetnie wymyślił, że politycy muszą też gdzieś odpocząć. Ponad 70 lat temu człowiek, pewnie niewiele starszy od Ciebie, wpadł na pomysł, że zrobi jakąś konferencję tam, gdzie trudno jest dojechać, ale jednocześnie można przybyć w to miejsce z całymi rodzinami. W czasie, gdy one będą na nartach, to polityk przyjdzie na jakieś kuluarowe rozmowy. Na tym polega Davos. W skali mikro Welconomy ma ten sam cel – żeby politycy ze sobą się spotykali. Tylko, że u nas nie ma ani gór, ani morza, więc politycy przyjeżdżają i od razu wyjeżdżają. Druga sprawa – niewątpliwie z konferencji, które są multitematyczne, to jest trzecia lub czwarta co do ważności w Polsce konferencja. Jeśli zaś chodzi o Pomorze Polskie, to jest to perełka. Od Łodzi do Gdańska nie ma czegoś takiego. Jeśli można użyć w ogóle tego słowa, to konkurujemy z Katowicami i Krynicą. My jednak nie chcemy się zmieniać tak jak te dwie konferencje. Tam przyjeżdżają wyjątkowo mocni politycy z Polski i ze świata. Wówczas robi się wielkie zadęcie i ci vipowie są w klatkach. Przeciętny, niecierpliwy chłopak chcący zmieniać coś w Polsce, nie ma do nich dostępu. My tego nie chcemy. Dlatego zawsze będziemy się starać, by nigdy nie było więcej niż dwa tysiące gości i trzydzieści paneli. Oczywiście, może nowe pokolenie kiedyś zmieni to Welconomy. Jednak nasza strategia jest na razie taka, a nie inna. Nie chcemy stracić tego ciepła.

Można chyba powiedzieć, że Welconomy jest od ludzi dla ludzi.

Oczywiście. Przede wszystkim dla ludzi.

Skoro jesteśmy przy ludziach, to wiadomo, że właśnie oni tworzą to wydarzenie. Kogo w tym roku będzie można spotkać podczas Forum?

Oczywiście odsyłam do strony internetowej, na której jest już konkretny program. Bardzo się cieszę, że sesję plenarną poprowadzi pan profesor Michał Kleiber. To niekwestionowany autorytet, człowiek nauki i polityki mieszczący się w ramach, które mnie osobiście bardzo odpowiadają. To wybitny profesor i polityk, którego właściwie wszyscy szanują. Niezależnie, czy ktoś jest z PiS-u, czy z PO. Profesor Kleiber jest człowiekiem szanowanym. Podobnie jest z profesorem Buzkiem, który niestety w tym roku nie przyjedzie, ale 18 marca w Brukseli ma niesłychanie ważne głosowanie, nad którym pracował przez wiele lat. Chodzi o rurociąg pomiędzy Rosją a Niemcami, gdzie Unia Europejska wycisnęła faktycznie dużo ustępstw na Niemcach. Wracając do Welconomy – będziemy mieli trzech ministrów. To jest taka norma i o więcej nigdy nie zabiegamy. To będzie Minister Środowiska Henryk Kowalczyk, Minister Inwestycji i Rozwoju Jerzy Kwieciński oraz Marek Zagórski – szef resortu cyfryzacji. Uznaliśmy, że najważniejszymi wyzwaniami dla Niepodległej na następne stulecie są: smog, zagospodarowanie odpadów, cyberbezpieczeństwo oraz innowacyjność.

W Toruniu będą przedstawiciele państwa, inni politycy, biznesmeni i przedsiębiorcy. Tym ostatnim często nie po drodze jest z różnymi decyzjami polityków. Czy na Welconomy jest szansa, by obie te frakcje się ze sobą dogadały?

Tak, uważam, że to jest jedna z niewielu możliwości. Ponieważ ja też byłem politykiem, dwukrotnie byłem ministrem, więc myślę, że ten proces generalnie rozumiem. Moim zdaniem ci ludzie dzielą się na dwie kategorie. Pierwsza przyjeżdża, by się wymądrzać i opowiadać, co będzie robiła i pouczać innych. Przy czym zapominają, że są elementem przemijającym, bo ministrem lub w ogóle politykiem się bywa. Drudzy zaś chętnie przyjeżdżają na spotkania, uczestniczą w panelach i jeszcze chętniej słuchają. Słuchają biznesmenów, dziennikarzy, samorządowców. Notują sobie to wszystko i starają się później zastosować te elementy w swojej pracy. Tych polityków najbardziej cenię. Jednym słowem – polityków wybitnych można poznać po tym, że więcej słuchają, niż mówią.

Zatem Welconomy jest naocznym przykładem zjednoczenia polityki z biznesem?

Tak, to było zawsze moje marzenie. Jeszcze w czasach, kiedy byłem chłopcem z podstawówki i polityki w ogóle nie rozumiałem, uważałem, że normalny świat polega na tym, że ten, który osiąga sukces, to jest przedsiębiorca. Człowiek gospodarki. Z kolei ten, który ma mu służyć, to jest polityk, który tak pracuje nad swoim państwem, by nie przeszkadzać gospodarce. W Polsce jeszcze ciągle nie możemy się wydobyć z tego piętna komuny, gdzie jakikolwiek urzędnik był ważniejszy niż przedsiębiorca. Jeszcze gdy dołożymy do tego różnicę w zarobkach, to musimy przełamywać w kraju zawiść. Bo przecież przedsiębiorcy zarabiają o wiele więcej niż urzędnicy. Chodzi mi tu o podejście typu: przeszkodzę temu przedsiębiorcy dla zasady, bo z jakiej racji on niby tyle zarabia?

(fot. Krystian Lachor/tojesttorun.pl)

Zapewne uporanie się z piętnem komuny jest jednym z wyzwań, które Welconomy stawia przed Niepodległą. Jednak jakie są pozostałe wyzwania?

Myślę, że wiele już nam nie zostało. Jednym poważnym wyzwaniem, którym ja się zajmuję, jest pokazywanie, że decentralizacja zarządzania państwem jest lepsza niż centralizacja władzy. Centralizację władzy w wielu państwach na świecie mieliśmy już przerobioną i właściwie nigdzie się to nie udało. Ani despotyzm w Wenezueli, ani armia. Zwróć uwagę, że komuna miała wszystko. Mogła człowieka zabić, powiesić, wyrzucić z pracy, z kraju, zamknąć w więzieniu, ale i tak po czterdziestu kilku latach komuniści w Polsce nie utrzymali władzy. Dla mnie jest bezdyskusyjne, że każdy sposób centralistycznego zarządzania państwem przez jednostkę, czy grupę osób, jest wadliwym rozwiązaniem. Nawet mimo tego, że niektórym społeczeństwom może to się podobać. Generalnie, jeśli ktoś decyduje nade mną, to ja nie muszę decydować o niczym. To jest wygodne. Wielu mężczyzn ustawia się w ten sposób, że mając bardzo mądrą żonę, to już w domu nie myślą wcale. Żyje się im komfortowo. Takie zarządzanie w mikrosocjologii jest fajne, ale z punktu widzenia strategicznych decyzji, mąż z żoną już rozmawiają. W państwie trzeba dialogu maksymalnie dużo. Welconomy jest jednym z wyrazicieli możliwości dialogowania pomiędzy władzą a społeczeństwem. Jeśli ja jestem zwolennikiem decentralizacji państwa, to oznacza, że jestem też ogromnym zwolennikiem samorządności w Polsce. Będąc młodym człowiekiem, miałem przyjemność uczestniczyć w zdejmowaniu centralistycznego układu zarządzania państwem. Wtedy dopiero tworzyliśmy samorządy. Ten cały proces toczy się razem z moim życiem i dlatego myślę, że go rozumiem.

Na zakończenie powtórzmy jeszcze raz: Welconomy jest od ludzi dla ludzi. Jak tych ludzi przekonać do tego, by przyszli posłuchać? Nie ukrywajmy – przekaz medialny sprawia, że społeczeństwo ma dość zajmowania się polityką i gospodarką. Jak przekonać ludzi, że Welconomy Forum in Toruń jest wartościowe i warto o gospodarce rozmawiać, a najważniejsze – że ich głos się liczy?

Mamy różne źródła informacji. Po pierwsze: Facebook wraz z innymi nośnikami elektronicznymi. Później jest telewizja, elektroniczna informacja gazetowa, gazeta, plotka itd. Z całą pewnością Welconomy jest takim miejscem, w którym można wszystkie te informacje z różnych źródeł zweryfikować, patrząc na kogoś, rozmawiając z nim i zadając mu pytania. Uważam, że jeśli polityków widzimy tylko w telewizji, to mogą się ścinać w tak nieprawdopodobny sposób, że i tak nie zweryfikujemy tego, który ma rację, bo czasu jest tam niewiele i jeśli ktoś jest sprytny, to zniszczy przeciwnika, mimo że jest znacznie głupszy od niego i nie ma nic mądrego do powiedzenia. W gazecie jest to często wysłuchanie jednej strony, a w półtoragodzinnym panelu następuje zderzenie dwóch różnych środowisk, co powoduje, że jesteśmy w interakcji. W 90 minut się nie da ściemniać. Nie da się spławić przeciwnika jednym zdaniem. Do tego dochodzi jeszcze coś, co bardzo cenimy na Welconomy, czyli interakcję mówców z publicznością. Można zadać pytanie, żądać odpowiedzi, nawet jeśli jest to niewygodne. Dlatego na tego rodzaju konferencje, jak Welconomy, nie wszyscy politycy mają odwagę przyjechać, bo nie wszyscy są w stanie wchodzić w taką interakcję.

Redakcja To Jest Toruń objęła Welconomy Forum in Toruń patronatem medialnym. Zachęcamy do śledzenia naszego portalu!

Dodawanie komentarza

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *